Magazyn Lubelski: Tyle się ostatnio słyszy o oszustwach, przekrętach, zadłużeniach na ogromną skalę. Właśnie z tego powodu zainteresowaliśmy się tą tematyką. Chcemy poznać branże windykacyjną, w której działasz. Ale zanim opowiesz o swoim biznesie i kompleksowości działań Twojej kancelarii, opowiedz, jaka była historia jej powstania? Czy myśl o otworzeniu własnej kancelarii towarzyszyła Ci znacznie wcześniej? Czy ktoś podsunął Ci taki pomysł? Jak to było?
Michał Starzyński: Już od najmłodszych lat chciałem prowadzić własny biznes. Marzyłem o tym, aby stać się zaradnym przedsiębiorcą. Z czasem zainteresowałem się windykacją. Uznałem, że może stać się ona moim pomysłem na biznes, moją ścieżką kariery. Co ciekawe, mój tata był współtwórcą lubelskiej firmy Żagiel S.A., dzięki temu z kwestiami finansowymi miałem styczność, odkąd pamiętam. W wieku 18 lat zacząłem odbywać praktyki w jednej z firm jako windykator. Od razu rzucono mnie na głęboką wodę, zacząłem pracę jako windykator terenowy. Miałem możliwość wykazania się w dwóch miejscach: na warszawskiej Pradze albo na Bałutach w Łodzi. Wybrałem Pragę, o której powszechna opinia nie jest najlepsza (śmiech). Był to dla mnie swoisty poligon doświadczalny, ale również prawdziwa szkoła życia w negocjacjach z trudnymi dłużnikami. Mimo wszystko spodobało mi się to. Osiągałem lepsze odzyski na warszawskiej Pradze niż windykatorzy, którzy obsługiwali inne dzielnice stolicy.
Jednocześnie dostałem się na studia prawnicze na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Kształciłem się, dalej pracując w windykacji. Na czwartym roku studiów utwierdziłem się w przekonaniu, że jest to moja ścieżka w życiu. Dlatego w 2011 roku założyłem własną działalność z siedzibą w Lublinie. Lubiłem to robić i moja praca przynosiła korzyści. Pomagałem zarówno dłużnikom wyjść z zadłużenia, jak również wierzycielom odzyskiwać należności od nich. Ludzie byli mi wdzięczni za wykonaną pracę, co z kolei przekładało się na coraz wyższe zarobki. Wszystko to spowodowało, że pochłonął mnie ten świat.
Przychodziło do mnie coraz więcej Klientów. Gdy skończyłem studia, pojawiło się pytanie, co dalej? Wielu znajomych ze studiów udało się w kierunku aplikacji radcowskiej czy adwokackiej. Ja wybrałem aplikację komorniczą. Po zdaniu egzaminu na wspomnianą aplikację, podjąłem pracę jako aplikant, a później asesor u komornika sądowego, niezależnie prowadząc własną Kancelarię Windykacyjną.
Dzięki temu poznałem zarówno pracę komornika, jak również windykatora. Prowadziłem sprawy na każdym możliwym etapie odzyskiwania długów, nauczyłem się wiele na temat tajników i sposobów walki z dłużnikami.
Początkowo moja Kancelaria obsługiwała jedynie obszar województwa lubelskiego i mazowieckiego. Obecnie obejmuje już obszar całej Polski, a także Europę. Ostatnio nawet pojawiła się bardzo trudna wielomilionowa sprawa z dłużnikiem z Kazachstanu. Skupiam się jednak na pracy dla polskich wierzycieli.
Kliknij poniższy link, by przeczytać całość >>


